Jaskinia ludzi pierwotnych

13 maja 2007


Historia punktów ożarowskich sięga poniedziałku, kiedy to po dość prowizorycznych przygotowaniach wyruszyłem najpierw w kierunku pętli autobusowej w Piastowie.

Wiadukt skojarzyłem od razu, bo był to już kiedyś kandydat na alleyowy punkt. Ale ostatecznie zrezygnowałem z niego z powodu okrutnego błota, przez które trzeba było się wtedy przeprawiać.

Już tu zawiodła mnie moja spostrzegawczość. Obszedłem wszystkie trzy kanały. W ostatnim było bardzo przykro. I chociaż nie zdarzyła się żadna katastrofa, odtąd będę już to miejsce kojarzyć z odchodami... i jeszcze jednym, o czym będzie na końcu.

Pojechałem dalej, na przejazd w Ożarowie. Tutaj mapa GE, z której strzeliłem przed wyjazdem parę fotek, była już kiepskiej jakości. Tak słabej, że przy pewnym zamroczeniu, które towarzyszyło mi tego dnia, źle oceniłem na niej swoje położenie. Szukając "Miejsca Pamięci" trafiłem w efekcie do wychodka, który znajdował się na tyłach pewnych zabudowań. Znów odżyły nieprzyjemne wrażenia z Jaskini. Być może z powodu zupełnej dezorientacji, jaka powstała po dłuższym czasie błądzenia po okolicy, i narastającej determinacji do odszukania ukrytego waypointa, stwierdziłem, że określenie "miejsce pamięci" jest znakomitą metaforą na ten przybytek nieczystości. W poszukiwaniu drzewa natknąłem się jednak na psa, który otrzeźwił mój umysł i szybko zrezygnowałem z głębszych eksploracji tego miejsca.

Pojechałem znów wzdłuż trasy Poznańskiej do centrum Ożarowa, cały czas wypatrując podejrzanych Miejsc. Ciemności jednak tym razem mi nie sprzyjały. Jak się później okazało, minąłem szukany punkt, niezauważając go. W każdym razie, połapałem się w końcu w tej googlowej "niby mapie", odszukując na niej kościół. Wiedziałem, że punkt musi być w pobliżu. Niestety, rozdzielczość zmyliła mnie na tyle, że źle oceniłem odległości i za punkt wziąłem krzyż postawiony na pamiątkę ocalenia z epidemii cholery w 1852. Wszystko się zgadzało. Jak najbardziej "miejsce pamięci". Tylko drzew było dużo do obejrzenia, bo krzyż znajduje się w parku... Najbardziej na tych oględzinach ucierpiał rosnący najbliżej krzak bzu. Kręciłem się w tym miejscu i po całym parku przeszło pół godziny, budząc zapewne spore zdumienie wśród spokojnych spacerowiczów i jeszcze spokojniejszych "statystów". W końcu jednak musiałem dać za wygraną.

Wyzwanie ponownie podjąłem dopiero w piątek, tym razem jednak podchodząc do rzeczy o wiele rozważniej, lokalizując wcześniej dokładnie punkty na mapie i przede wszystkim wzbogacając wcześniej jednoosobowy skład eksploratorów o Koguta - "inteligentne wyposażenie wyprawy". Tym razem odbyło się już bez problemów. Wszystko, co było w planie, zostało zdobyte. Waypointy, mimo że położone dosyć blisko asfaltu, smakowały po dawnemu, wioską ;)

Ostatni waypoint na trasie, czyli Śmierdząca Jaskinia wymaga jeszcze drobnego komentarza. Zawsze zastanawiało mnie, co tak ciągnie mieszkańców pobliskich bloków w to szkaradne miejsce. Zawsze można zobaczyć na górze przynajmniej jeden samochód. Otóż okazało się, że jest to najzwyczajniej miejsce zaspokajania potrzeb fizjologicznych. O tym, że na dole oddaje się kał dowiedziałem się w poniedziałek. To, że góra to miejsce kopulacji, poznałem w piątek wieczorem.

* * *

Wielkie dzięki Kogut za wytrwałą jazdę na nożnej latarce i za straszno-śmieszną oprawę trasy :D

Grzesiek